poniedziałek, 12 marca 2012

Historia pewnej rękawiczki, czyli jak po zimie przychodzi wiosna ;)

Nasza córeczka posiadała bardzo fajne rękawiczki - ciepłe, wełniane, z jednym palcem, w paseczki i co najważniejsze - dwie! Pewnego dnia zorientowaliśmy się, że jednej rękawiczki nie ma ... Ale ponieważ i tak Zosia zaczęła nosić inne rękawiczki, które bardziej nadawały się na zabawę w śniegu, jakoś się tym nie przejęliśmy - byliśmy przekonani, że zawieruszyła się gdzieś w samochodzie lub jest w plecaku z rzeczami na zmianę, który dzieci mają u dagmamy. Dość szybko ta sprawa zeszła na dalszy plan,a wręcz, co tu dużo mówić, została zapomniana ;) Aż do pewnego sobotniego przedpołudnia, kiedy to postanowiliśmy udać się na rodzinny spacer. A, że nie tylko rękawiczki  mamy dwie (albo raczej mieliśmy), ale również tak się stało, że samochody mamy dwa ;), przechodziliśmy obok dawno nie ruszanego Opla, który spokojnie sobie marzł na mrozie czekając na cieplejsze dni. Ku naszemu zaskoczeniu pod nim zauważyliśmy zagubioną rękawiczkę!!! Od razu pochyliłam się, by ją uratować, ale okazało się, że  ona również na te cieplejsze dni poczekać musi, a dokładniej na roztopy! ;) Otóż nasza mała biedna rękawiczka, znajdowała się pod grubą warstwą lodu, a w zasadzie kilkoma warstwami. Zosia z przerażeniem odkryła, że zamierzamy ją tam zostawić, ale uspokoiliśmy ją, zę nikt nie ma szans jej zabrać ;) i , że wrócimy po nią jak przyjdzie wiosna :)
Po paru dniach, gdy lód gdzie nigdzie zaczął się topić, poszłam sprawdzić co z rękawiczką, wystawał już kawałek spod lodu, ale próba wyciągania nie przyniosła skutków. Musieliśmy czekać dalej.
Wreszcie nadeszła niedziela, a z nią roztopy ;) Po niej przyszedł całkiem ciepły poniedziałek i ku naszej radości, rękawiczka została uwolniona spod mocy mrozu ;) Mamy ją już w domu - właśnie suszy się po porządnym praniu :)

No i w sumie mogłabym skończyć ten post na tej jakże przejmującej historii, ale jak się domyślacie w Szwecji nie tylko kwestie rękawiczkowe zaprzątają nasze myśli ;) I jakoś tak wyszło, ze ta historia skojarzyła mi się z naszym sercem. Myślę, że zanim poznamy Boga jesteśmy jak taka rękawiczka. Zagubieni, nie do końca pewni tego kim jesteśmy. Szukamy sensu w życiu, szukamy szczęścia, zrozumienia, miłości, prawdy. Każde niepowodzenie po jakimś czasie staje się kolejną warstwą lodu. Żyjemy może nawet widząc światło, ale nie czując Jego ciepła. Ale nie musimy zostawać w tym miejscu, do naszego życia może przyjść wiosna. Boża miłość przychodzi by  roztopić lód! Przychodzi, by pomóc wydostać się na powierzchnię temu co najprawdziwsze i najlepsze w nas. By pomóc uporać się z tym co trudne, by uratować nas od śmierci, byśmy mogli żyć przez duże Ż! ;) 

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne ( J3,16)

Pozdrawiam i życzę nam wszystkim wiosennych Bożych roztopów! :)