sobota, 12 maja 2012

Gorące miesiące... w Szwecji i na Syberii!

Trochę czasu już upłynęło od ostatniego posta... ale był to bardzo gorący okres!

Oboje z Madzią zdecydowaliśmy się wziąć odpowiedzialność za praktyki misyjne - Magda za team do Polski, a ja za team jadący na Syberię, do Tomska. Od połowy marca byliśmy już bardzo mocno zaangażowani w organizowanie, dogrywanie, wspieranie fundraisingu, logistykę lotniczą, ustalanie programów itp. Szczególnie zaangażowana była Madzia. Jestem pełen podziwu dla mojej dzielnej żony, gdyż była w Polsce z dziećmi. Myślę, że napisze ona coś od siebie w tej sprawie.

To był czas wypełniony świadectwami: od okresu przygotowań, poprzez podróż, przez czas pobytu na miejscu aż do powrotu. Szczególnie mój team z Tomska potrzebował finansowych rozwiązań i cudów. Na dwa tygodnie przed wylotem tylko ja i jeszcze jedna osoba miała bilety - reszta nie miała ani biletów ani środków finansowych, ani nawet widoków na nie. Ostatecznie w Tomsku znaleźli się wszyscy! Aby opowiedzieć każdą historię potrzeba by było sporo więcej miejsca i czasu.

Lokalne braki asfaltu zdarzały się całkiem często...
w tle nasz codzienny środek komunikacji

Podróż trwała od domu do domu ok. 27-28h. Zanim jednak wyruszyłem do Tomska, na niecałe 24h wyskoczyłem do Polski, aby odwieźć tam rodzinę oraz razem z Jasiem świętować jego 5 urodziny. Świat jest teraz bardzo mały :-). Niesamowite wrażenie z samolotu zrobił na mnie Istambuł w którym się przesiadałem. Na dużym i bardzo ruchliwym lotnisku (skala ruchu podobna do JFK w Nowym Jorku) może 10-20% to rodowici Europejczycy - reszta to różni Azjaci, Arabowie, Turcy . Miasto wielkie, przepiękne. Chciałbym jakoś tam wrócić. Na pewno nie europejskie - inna kultura, inna religia i ludzie. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie przyjmowania Turcji do Unii Europejskiej (i może Schengen?) bez wielkiego napływu ludzi i religii z Bliskiego Wschodu. Poza tym niezapomniana podróż z Nowosybirska (ponad 1 mln mieszkańców) do Tomska marszutką - wypchanym do granic możliwości busikiem. Wszystkim narzekającym na Polskie drogi polecam wizytę na Syberii. Kuracja skuteczna i natychmiastowa. Może podróżowanie jest tanie (250km trasa za równowartość 60pln), tak jak i benzyna (Pb 95 po 2,5pln za litr, gaz po 1,2pln), ale drogi...... rozumiem już po co kupować terenowe samochody :-).

Ja z Piotrkiem K i naszymi gospodarzami...
Syberia to Rosjanie... wbrew obiegowym opiniom bardzo dobrze się dogadujemy. Kultura podobna, języki podobne, problemy i wyzwania i kompleksy podobne. W sumie na Syberii czułem się bardziej jak w domu niż w Szwecji. Wiele skojarzeń mieliśmy na zasadzie - jak w Polsce, tylko 20 lat temu... gościnność, bazary, drogi, urzędy, medycyna, szkolnictwo, nazwy ulic (główna ulica w Tomsku to prospekt Lenina), częściowo motoryzacja (oprócz nowych Porsche i samochodów sprowadzanych z Japonii). Szczególnie gościnność była niesamowita. Ludzie bardzo ciepli i mimo często skromnych możliwości finansowych dzielący się wszystkim. Dopiero w drugim tygodniu zaczęli nam pozwalać kupować sobie samemu bilety w autobusach. :-)

W ośrodku dla uzależnionych. Na górze
dyplomy od władz za prace społeczne
wykonywane przez podopiecznych
Co robiliśmy?.... czego nie robiliśmy powinno brzmieć pytanie... bardzo dużo pracowaliśmy z tutejszą młodzieżą - chodziliśmy po szkołach pomagając przy zajęciach profilaktycznych, chodziliśmy po grupach New Generation które zaczynają powstawać w Tomsku (chrześcijańska ekumeniczna organizacja młodzieżowa), pomagaliśmy przy wydawaniu posiłków dla bezdomnych, robiliśmy ewangelizacyjne Flash Moby na mieście i wiele innych. Widzieliśmy moc Boga w działaniu w różnych rzeczach, które robiliśmy. Niesamowita praca odbywa się w Tomsku (jak i w całej Rosji) w ośrodkach dla uzależnionych. Mogłem przyglądać się ich pracy, metodom, oraz widzieć rezultaty, potwierdzone oficjalnymi statystykami (notabene dużo, dużo lepsze niż w Polsce w podobnych ośrodkach świeckich). Duża część ludzi, z którymi pracowaliśmy miała przeszłość w nałogach - ale często dowiadywaliśmy się o tym pod koniec wyjazdu. Gdy pokazywali nam zdjęcia z okresu gdy byli w narkotykach, to często nie byli nawet do siebie samych podobni. Niesamowite.

Ciekawy był skład mojego teamu (sami wskazywaliśmy jedynie nasze preferencje, teamy były łączone już nie przez nas), gdyż były to cztery osoby z Polski i jedna Niemka rosyjskiego pochodzenia. Nie było to bez znaczenia, gdyż poproszono nas o poprowadzenie dwóch spotkań na temat Holocaustu. W Rosji ten temat nie występuje w debacie publicznej, większość młodzieży do której na ten temat mówiliśmy myśli, że Holocaust to nazwa miasta. (co również znamienne, na wszystkich materiałach o II wojnie światowej mówi się tutaj tylko o latach 1941-45). Spotkania były bardzo dobrze przyjęte, dużo ludzi nam dziękowało potem, nasi gospodarze byli bardzo wdzięczni i zadowoleni. Te spotkania zostaną na pewno w pamięci tych młodych ludzi.

Gdy po trzech tygodniach trzeba było wracać, wiele osób miało wrażenie - że to niesamowicie szybko przeleciało. Mam zamiar pozostać w kontakcie z ludźmi - szczególnie tymi, z którymi spędzaliśmy czas praktycznie codziennie. Gdyby nie rodzina, której mi już mocno brakowało, to nie chciałbym jeszcze wracać. Niesamowite i poszerzające doświadczenie. Warto było tam pojechać!

Na spotkaniu młodzieżowym

Spotkanie na temat Holocaustu

Coś ze mnie zostało w Rosji i coś z Rosji zostało we mnie na zawsze.

Dokąd teraz? Za miesiąc do Polski, ale potem.... kto wie...