wtorek, 30 sierpnia 2011

Dzień pierwszy - czyli wielu ludzi, wiele krajów, dużo książek i dużo wrażeń ;)

"Nasze motto na ten rok brzmi : Szukającym Pana żadnego dobra nie zabraknie! (Ps 34) :)

To słowo prześladuje mnie od niedzielnego obiadu, mocno we mnie utkwiło. Wiem, że jeśli będę szukać Boga i Jego woli, współpracować  z Nim, to niczego mi nie zabraknie!
Kiedy podjęliśmy decyzję o wyjeździe tutaj, w zasadzie nic nie było pewne, oprócz tego, że jest wiele znaków zapytania ;) Wiele osób patrzyło na nas z niezrozumieniem, i nie dziwię im się, my sami mieliśmy wątpliwości czy dobrze postępujemy. Mimo wszystko zaufaliśmy, że ta decyzja jest słuszna, krok po kroku Bóg pomagał nam wprowadzać ją w życie. Dziś jesteśmy w Szwecji i cieszymy się z tego jak Bóg zatroszczył się o każdy znak zapytania.
Najtrudniejsza dla mnie rzecz - kwestia opieki nad dziećmi przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Dziś gdy wróciłam do domu po szkole, mój syn powiedział "Mamo, czemu już jesteś?" ;). Zosia też bardzo polubiła ciocię Anię, już pierwszego dnia  z przyjemnością zaczęła ładować się jej na kolana :)
Aniu - bardzo dziękujemy, że tu z nami jesteś!

Wyzwań było wiele i jeszcze pewnie nie jedno się podczas tego roku pojawi, ale nie poddamy się!
Póki co cieszymy się każdym dniem spędzonym tutaj i odkrywamy jak dobry jest nasz Bóg.  Może to prozaiczne, ale od niedzieli nie udało mi się ugotować obiadu - co chwila coś od kogoś dostajemy ;)

Przyjechaliśmy do prawie zupełnie obcego nam kraju, który z każdym dniem staje się coraz bardziej oswojony. Wciąż poznajemy nowych ludzi, którzy są niesamowicie na nas otwarci, wspierają nas i cieszą się,  że tu jesteśmy. Wierzę, że wiele z tych relacji przetrwa długie lata!
Mamy też  cudowną warszawską ekipie - myślę, że tworzymy zgrany team i mimo, że w naszej międzynarodowej klasie jest 50 osób, nie da się nie zauważyć, że pewna narodowość ma przewagę liczebną ;)


Pierwszy dzień szkoły za nami, pierwsze zakupy w sklepie helping hand (m.in łóżko dla Jasia), pierwsze konkretniejsze rozmowy o pracy, pierwsza pęknięta szyba w samochodzie (i ogłaszam, że ostatnia!), pierwsze zajęcia dzieci z Anią (cudowną, która świetnie sobie radzi i którą dzieci bardzo polubiły :))  .... i pewnie jeszcze wiele "pierwszych" przed nami, ale już na pewno nie dziś, bo dziś nadchodzi pora spania - jutro pobudka o 6. Może zdążymy wstać przed wesołą śmieciarą :)

Dobranoc :)


p.s. Ściskamy Was mocno, myślimy o Was ciepło, modlimy się za Was i dziękujemy za ogromne wsparcie zarówno to praktyczne jak i duchowe! Szczególnie dziękujemy naszym rodzicom - wiemy, że nasza decyzja o wyjeździe nie była dla Was łatwa i tym bardziej baaardzo jesteśmy Wam wdzięczni za wsparcie i wszystkie działania, które pomogły nam wyruszyć w tą niesamowitą podróż!

Uppsala - Stenhagen - pierwszy spacer



sobota, 27 sierpnia 2011

no i jesteśmy :)

Nadal trochę w to nie wierzę, ale stało się - jesteśmy w Szwecji! I mogę wreszcie (chyba pierwszy raz tak szczerze i świadomie) powiedzieć, że się z tego cieszę ;)

Ostatnie dni w Polsce były całkowicie szalone i dość stresujące... Pakowanie, załatwianie, nieoczekiwane zwroty akcji, mnóstwo szumu i przeplatających się intensywnych emocji. Po tym wszystkim potrzeba było nam chwili wytchnienia - funkcję tę idealnie spełniła podróż promem :)


Maksymalnie obładowani wtoczyliśmy się zwycięsko na prom! Dzieciaki były zachwycone - nie dość, że sam prom zrobił na nich ogromne wrażenie, to jeszcze do tego okazało się, że posiada basem z kuleczkami, kajutę z piętrowymi łóżkami i naleśniki na śniadanie! :) Dodatkowo Jaś okazał się być jedynym uczestnikiem promowego konkursu plastycznego - pierwsza nagroda od razu trafiła w jego ręce :)
No i nie można pominąć najważniejszego - płynęliśmy w doborowym towarzystwie - bez Karoliny i Kasi to nie byłoby to samo! :)

Na ulicę Szmaragdową (bo tu właśnie mieszkamy) dotarliśmy w czwartkowe popołudnie. Czekała na nas cudowna osoba - Ania, która przekazał nam klucze do naszego nowego mieszkania  oraz wspaniałą wiadomość,  że mogę mieć pracę. Był  tylko jeden warunek - muszę iść do niej w piątek (czyli następnego dnia) ;) Sama nie mogłam uwierzyć w to, że od razu się zgodziłam - jakoś chyba podświadomie zepchnęłam  na bok obawy przed samodzielną jazdą samochodem w nieznane uppsalowskie zakątki i lęk przed mówieniem po angielsku ;) Bardzo się cieszę z tej pracy i z tego, że się przełamałam!

Bóg jest niesamowity! Przygotowywał nas do tego wyjazdu troszcząc się o w każdą dziedzinę naszego życia, pomagał w praktycznych rzeczach, stawiał na naszej drodze wspaniałych ludzi, zmieniał nasze serca byśmy byli gotowi na nowe wyzwania :)

To póki co tyle , ale niebawem pojawią się uzupełnienia, ciągi bliższe i dalsze oraz może kilka zdjęć ;)