To słowo prześladuje mnie od niedzielnego obiadu, mocno we mnie utkwiło. Wiem, że jeśli będę szukać Boga i Jego woli, współpracować z Nim, to niczego mi nie zabraknie!
Kiedy podjęliśmy decyzję o wyjeździe tutaj, w zasadzie nic nie było pewne, oprócz tego, że jest wiele znaków zapytania ;) Wiele osób patrzyło na nas z niezrozumieniem, i nie dziwię im się, my sami mieliśmy wątpliwości czy dobrze postępujemy. Mimo wszystko zaufaliśmy, że ta decyzja jest słuszna, krok po kroku Bóg pomagał nam wprowadzać ją w życie. Dziś jesteśmy w Szwecji i cieszymy się z tego jak Bóg zatroszczył się o każdy znak zapytania.
Najtrudniejsza dla mnie rzecz - kwestia opieki nad dziećmi przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Dziś gdy wróciłam do domu po szkole, mój syn powiedział "Mamo, czemu już jesteś?" ;). Zosia też bardzo polubiła ciocię Anię, już pierwszego dnia z przyjemnością zaczęła ładować się jej na kolana :)
Aniu - bardzo dziękujemy, że tu z nami jesteś!
Wyzwań było wiele i jeszcze pewnie nie jedno się podczas tego roku pojawi, ale nie poddamy się!
Póki co cieszymy się każdym dniem spędzonym tutaj i odkrywamy jak dobry jest nasz Bóg. Może to prozaiczne, ale od niedzieli nie udało mi się ugotować obiadu - co chwila coś od kogoś dostajemy ;)
Przyjechaliśmy do prawie zupełnie obcego nam kraju, który z każdym dniem staje się coraz bardziej oswojony. Wciąż poznajemy nowych ludzi, którzy są niesamowicie na nas otwarci, wspierają nas i cieszą się, że tu jesteśmy. Wierzę, że wiele z tych relacji przetrwa długie lata!
Mamy też cudowną warszawską ekipie - myślę, że tworzymy zgrany team i mimo, że w naszej międzynarodowej klasie jest 50 osób, nie da się nie zauważyć, że pewna narodowość ma przewagę liczebną ;)
Pierwszy dzień szkoły za nami, pierwsze zakupy w sklepie helping hand (m.in łóżko dla Jasia), pierwsze konkretniejsze rozmowy o pracy, pierwsza pęknięta szyba w samochodzie (i ogłaszam, że ostatnia!), pierwsze zajęcia dzieci z Anią (cudowną, która świetnie sobie radzi i którą dzieci bardzo polubiły :)) .... i pewnie jeszcze wiele "pierwszych" przed nami, ale już na pewno nie dziś, bo dziś nadchodzi pora spania - jutro pobudka o 6. Może zdążymy wstać przed wesołą śmieciarą :)
Dobranoc :)
p.s. Ściskamy Was mocno, myślimy o Was ciepło, modlimy się za Was i dziękujemy za ogromne wsparcie zarówno to praktyczne jak i duchowe! Szczególnie dziękujemy naszym rodzicom - wiemy, że nasza decyzja o wyjeździe nie była dla Was łatwa i tym bardziej baaardzo jesteśmy Wam wdzięczni za wsparcie i wszystkie działania, które pomogły nam wyruszyć w tą niesamowitą podróż!
Uppsala - Stenhagen - pierwszy spacer
ech... Stenhagen... zapomniałam już, że może tam być tak zielono... jakoś w moją pamięć wryły się wielkie śnieżne zaspy obok tego mieszkania ;)
OdpowiedzUsuńładnie tam macie. i dużo przestrzeni!czekamy na więcej relacji:)
OdpowiedzUsuńMoże tak choć raz na tydzień coś. Wiem, że w nawale zajęć merytorycznych - szkoła, rodzinnych - mąż, zona, dzieci i organizacyjno-technicznych - praca, przeprowadzka itp. trudno znaleźć czas jeszcze na pisanie, ale może i te trochę wysiłku zaprocentuje w najlepszej wymienialnej i dewaluującej się walucie - wdzięczności bliskich i przyjaciół. Trzymajcie się ciepło.
OdpowiedzUsuń