Przed chwilą uśpiliśmy z Madzią nasze szkraby. Dla każdego rodzica małych dzieci wieczorne kładzenie dzieci spać, jest zupełnie innym doświadczeniem w porównaniu z względnym spokojem popołudnia i wieczoru. Całość, po komendzie (ostatnio dawanej przez Zosię) rozpoczyna się pewną kakofonią dźwięków, ruchem, zamieszaniem, bałaganem, sprzątaniem, ścieleniem łóżek, chlapaniem w wannie, przechodząc przez spokojniejszą fazę wycierania, ubierania, pielęgnacji, poprzez czytanie książeczek, opowiadanie bajek, rozmowy o sensie życia (to z Jasiem), codzienną modlitwę, aż do spokojnego i miarowego oddechu śpiącego dziecka. Bardzo lubię ten moment, kiedy maluchy przestają z sobą walczyć, ich ciało powolutku staje się bezwładne, oddech miarowy i taka mała cieplutka kulka odpływa w krainę snu.
Jak często jednak traktuję to po prostu jako kolejny obowiązek związany z wychowaniem dzieci... dzieci, które strasznie tutaj szybko rosną. Dzisiaj o tym myślałem - chcę się cieszyć każdą chwilą, gdy są ze mną.
Gdy patrzę na moje dwa szkraby, przepełnia mnie ojcowska duma. Gdy Zosia powie "Tato", gdy Jasio zapamięta kilka nowych angielskich słówek, gdy udaje im się zgodnie bawić, tańczyć...
To niesamowite, że Bóg podzielił się ze mną przywilejem bycia Ojcem. Tak naprawdę zaczynam to rozumieć dopiero, gdy sam mam dzieci. Gdy pomimo ich wad, często nieposłuszeństwa, chodzenia swoimi drogami itp... nie mogę przestać ich kochać. I do skutku powtarzam - zrób to, posprzątaj, ubierz się, nie zdejmuj czapki... to dla Twojego dobra! I codzienie przytulam, całuję, baraszkuję się z Nimi. I cały czas zachęcam - uda Ci się, potrafisz, przełam się, spróbuj, dasz radę...
Bóg jest Ojcem - i sam każe siebie tak nazywać... i aby móc zostać Jego dzieckiem, nie trzeba niesamowitej świętości, nie trzeba dokonywać niezwykłych i rzeczy - wystarczy przyjąć Jego Słowo - Jezusa (ew. św. Jana, 1 rozdział 12 werset)... i uznać to, że to Bóg jest Bogiem... On jest Panem...


