Ostatnio myślę sobie o tym jak dużo dzieje się każdego dnia w życiu każdego z nas - intensywność przemyśleń, zdarzeń, sytuacji nie do przewidzenia, ale i zwykłych codziennych spraw, powoduje, że muszę zmierzyć się ze swoimi myślami, poglądami, emocjami, czasem się z nich ucieszyć, a czasem je zweryfikować. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, a jednak tak dużo od tego zależy. Bo moje myśli wpływają na moje działania, a moje działania w dużej mierze determinują to jak czuję się sama ze sobą i wpływają na otaczającą mnie rzeczywistość, na otaczających mnie ludzi. Bo jak będę żyć zależy przede wszystkim ode mnie.
W czwartek Michałowi udało się wyjechać do Polski. Zanim do tego doszło, kpt Wrona szczęśliwie wylądował na Okęciu (które zostało zamknięte), przebukowany bilet okazał się nieprzebukowany, przyszły wątpliwości czy warto, dwie karty nie zadziałały, kolejny lot był o 8.30 rano (na lotnisko od nas jedzie się ok 2h) Ale wreszcie się udało, doleciał:)
A w Szwecji rozpoczął się kolejny jesienny dzień, z tą różnicą, że w samochodzie wyładował się akumulator, zaciął się zamek (dodam, że moja wiedza na temat samochodów jest tak obszerna jak wiedza na temat np. rakiet kosmicznych), było kilka wyzwań związanych z pracą, a Jaś miał spotkanie trzeciego stopnia z podłogą. No i cóż mogę powiedzieć - życie ;)
No i właśnie w tych wszystkich okolicznościach, które dla mnie nie były zbyt pozytywne, pomyślałam sobie, że albo mogę zacząć się denerwować i narzekać, że siedzę sobie w dalekiej Szwecji i nie wszystko idzie tak jak zaplanowałam, albo zacząć patrzeć na to, jak wiele rzeczy się udało i, że nie ma sytuacji bez wyjścia kiedy idzie się przez życie z Bogiem :)
Moja sytuacja oczywiście nie była beznadziejna, ale i tak stała się dobrym punktem wyjścia do zweryfikowania mojego nastawienia do życia.
Tak dużo zależy ode mnie i od tego, w którą stronę skieruję swoje myśli.
Życie z Bogiem nie oznacza życia pod kloszem, bez kryzysów, bez wyzwań, bez trudności - tak będzie w niebie, ale jeszcze trochę cudownych lat przed nam tu na ziemi:) Życie z Bogiem, to życie, w którym wiem, że mam Przyjaciela - Króla Królów, Stwórcę Świata, Boga pełnego miłości, który codziennie jest gotowy spędzić ze Mną dzień i pomóc mi przejść każdą trudność. Jego Słowo,łaska, miłość, zwycięstwo na Krzyżu są wystarczające, by wzmocnić mnie i uzdolnić do tego, bym brała autorytet nad moim życiem, nie poddawała się okolicznościom i w każdej sytuacji potrafiła odnajdywać Jego pokój :)
To jak wygląda moje życie zależy przede wszystkim ode mnie.
Pozdrawiam kończąc zdaniem jednego z naszych wykładowców: " God bless you and have another day of victory" :)
piękneeee...konfrontujące i zachęcające do tego, by nie dac się sprowadzić na manowce wątpliwościom, narzekaniu, niepokojowi. bardzo fajny post!
OdpowiedzUsuńdzięki Dorotka :) wpisuje się w temat Twojego wpisu sklepowego na fb - bardzo mi się podobał :)
OdpowiedzUsuńBo najważniejsze, że nigdy nie jesteś sama. Takie oczywiste, ale nie zawsze nam to w odpowiednim momencie przychodzi do głowy, już prędzej do serca.
OdpowiedzUsuńwłaśnie! :)
OdpowiedzUsuńBo nawet jak akumulator się rozładuje i od samego rana wszystko wydaje się być zbyt trudne - to, przy odpowiedniej współpracy z Duchem Świętym, wieczorem ZAWSZE można powiedzieć: "Dziękuję Ci boże za ten piękny, ZWYCIĘSKI dzień!!!" :)